O tym, że to klient jest dla banku a nie bank dla klienta, przekonali się chyba już wszyscy, którzy kiedykolwiek korzystali z bankowych usług. Taka sama zasada działa jednak i w przypadku parabanków oraz firm pozabankowych – tutaj jednak różnica polega na tym, że parabanki bardzo często stosują w swoich ofertach i umowach różnego rodzaju haczyki. I niestety z roku na rok, mimo wielu akcji społecznych uświadamiających niedoświadczonych klientów, liczna osób nabierających się na takie wybiegi stale wzrasta.

Naiwność klientów

Chociaż można w nieskończoność zrzucać całą winę na parabanki, twierdząc że żerują na klientach i tak naprawdę nie mają na celu pomocy im, ale wyłącznie napełnianie własnych portfeli, to duża część winy tkwi po stronie właśnie klientów. To oni wykazują się największą naiwnością sądząc, że z marszu trafią na doskonałą, świetną i magiczną ofertę z oprocentowaniem kredytu wynoszącym zaledwie 5% (albo i mniej!).

Niesławny przykład Amber Gold pokazuje, że coraz więcej osób nie przykłada absolutnie żadnej wagi do tego, aby sprawdzić nie tylko rzetelność firmy finansowej, ale przede wszystkim jej ofertę. Podejmowanie decyzji o wzięciu kredytu – zwłaszcza na duże kwoty, których nie można spłacić „ot, tak” – coraz częściej motywowane jest impulsem, a nie przemyśleniami i analizami.
W rezultacie niczym szczególnym są sytuacje, w których klienci zaciągają pożyczki chwilówki bez kompletnie żadnej znajomości rynku kredytowego w Polsce. A to prowadzi do kolejnych błędów – wybrania pierwszej z brzegu oferty, która nie jest ani korzystna, ani atrakcyjna, a jedynie generuje ogromne koszty. Parabanki właściwie nie muszą więc stosować żadnych haczyków – wystarczy sama naiwność klientów oraz ich lenistwo, które nie pozwala im na sprawdzenie i porównanie ofert przed skorzystaniem z jednej z nich.

Szereg opłat dodatkowych

Najpopularniejszymi haczykami i pułapkami czekającymi na klientów parabanków są przede wszystkim dodatkowe opłaty. Informacje o nich są zręcznie ukrywane w treściach oferty oraz w samej umowie. Niekiedy dopiero po wyraźnym zapytaniu pracownika lub konsultanta firmy można się dowiedzieć o istnieniu takich opłat i rzeczywistych kosztach pożyczek.
Standardowa strona internetowej firmy pożyczkowej zazwyczaj nie podaje w widocznym miejscu informacji o kosztach opłaty przygotowawczej czy ubezpieczeniowej. Zamiast tego wszędzie eksponuje najczęściej oprocentowanie (im mniejsze, tym oczywiście lepiej), a klient skupia się właśnie na nim, kompletnie zapominając o innych opłatach.

rodzina

Okazuje się, że parabanki wcale nie muszą stosować jakiś specjalnych wybiegów by nabrać klienta. Wystarczy im naiwność klientów. Zawsze czytajmy co podpisujemy!

„Darmowa pożyczka”

Innym standardowym haczykiem w ofertach parabanków jest kuszenie klienta tak zwanymi darmowymi pożyczkami. I chociaż w świetle prawa – jeśli oferta faktycznie jest darmowa, to taka musi pozostać – parabanki mają swoje sposoby, aby ten przepis omijać. Robi się bardzo prosto, poprzez dodanie w umowie zapisu, że darmowa pożyczka obowiązuje wyłącznie wtedy, gdy zostanie spłacona w terminie X dni (zazwyczaj 2 razy krótszym od obowiązującego). Oznacza to, że biorąc pożyczkę 1000 złotową na 30 dni, będzie ona dla nas darmowa tylko wtedy, gdy całość spłacimy nie później niż piętnastego dnia.
Parabanki stosują również inne chwyty, aby z darmowej pożyczki uczynić zobowiązanie w pełni płatne – np. udostępniają taką usługę wyłącznie tym klientom, którzy wykupią dodatkowe ubezpieczenie albo skorzystają z innej oferty firmy.

Nikt nie czyta umów?

Specyficznym haczykiem stosowanym przez parabanki i przez szereg innych instytucji finansowych jest również sztuczne i celowe wydłużanie treści umów. Klient widząc przed sobą kilkustronicowy dokument, zapisany w dodatku małym druczkiem i pełen prawniczego języka w ogromnej większości przypadków zrezygnuje z jego czytania.
Do czego może prowadzić taka niefrasobliwość i lekceważące podejście do kwestii umowy kredytu? Przede wszystkim do podpisania dokumentu o zmienionej treści (praktyka niestety często stosowana przez niszowe parabanki). Dodatkowo nie czytając treści umowy można nawet nie dowiedzieć się o dodatkowych opłatach, jakie narzuca na nas pożyczkodawca i zorientować się dopiero w chwili spłacania całej pożyczki.

Autor

Arkadiusz Pragier

Nazywam się Arkadiusz Pragier i prowadzę portal guldeny.pl. Interesuje się światem finansów od bardzo dawna stąd pomysł na prowadzenie takiej strony. Zapraszam wszystkich do dzielenia się wiadomościami i dyskusję za pośrednictwem komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *